archiwum

Spektakl zaangażowany

recenzja spektaklu Biała siła, czarna pamięć

Zaczyna się od protestu. Tłum podburzany przez Posła Narodowca i miejscowego Księdza gromadzi się przed teatrem, w którym ma się odbyć kontrowersyjna premiera.
    To opis odnoszący się zarówno do pierwszej sceny przedstawienia, jak i przekazywanych przez prasę informacji o zamieszaniu towarzyszącym próbom do spektaklu „Biała siła, czarna pamięć”. Wpływ na jego ostateczny kształt miały zarówno zebrania radnych dyskutujących o tym, czy miasto powinno finansować spektakl naruszający dobry wizerunek Białegostoku, jak i protesty publiczności żądającej zawieszenia prac artystycznych oraz prośby o interwencje kierowane do kurii. Pierwsza scena pokazuje sprzeciw, który wywołała informacja o planach wystawienia spektaklu inspirowanego reportażem Marcina Kąckiego. Zarówno na kartach książki, jak i na deskach sceny przedstawione są niepokoje, strach, brak tolerancji. Wrogość wobec tego, co inne i obce, a także próby zawłaszczenia i ujednolicenia narracji o przeszłości miasta stają się głównym tematem prowadzonej opowieści.
    Scena jest prawie pusta. Na ciemnym tle ustawionych zostaje jedynie kilka krzeseł i biały postument, pełniący również rolę mównicy oraz muru, na którym ktoś namalował swastykę. Wszystkie przedmioty zgromadzone na scenie mają jasno określoną funkcję użytkową, służebną wobec akcji. Nie ma wątpliwości, że najważniejszy jest tu tekst. Sprawna reżyseria Piotra Ratajczaka i konsekwentnie realizowany przez niego pomysł inscenizacyjny pozwala słowom wybrzmieć niezwykle wyraźnie. Struktura spektaklu jest schematyczna – zostaje on podzielony na kilka zatytułowanych części. W każdej z nich aktorzy wcielają się w coraz to nowe postacie przedstawiające różne opowieści o mieście. Ich gra jest prosta i wyrazista. Rysowani grubą kreską bohaterzy mają za zadanie ilustrowanie konkretnych sytuacji. Nie są indywidualnościami, ich gra nie jest ani psychologiczna, ani subtelna. Są oni raczej nosicielami poglądów, uczestnikami konkretnych zdarzeń. W tekście dramatu nadane są im bardzo konkretne nazwy-etykiety: Gej, Żona Imigranta, Nauczycielka, Poszukiwacz Żydów, Poseł Narodowiec. Widzów nie powinno obchodzić nic poza sytuacją, w którą aktorzy są zaangażowani na scenie. Taki sposób gry zwiększa moc spektaklu, siłę jego przekazu.
    Pierwsza scena protestu jest wprowadzeniem, które silnie wiąże rzeczywistość ze światem sceny, a następnie ustępuje miejsca kolejnym wydarzeniom. Demonstrujący przejmują przestrzeń. Okrzykami: „precz z teatrem”; „nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa” zagłuszają inne argumenty. Po tym zwycięstwie gotowi są do podjęcia własnej opowieści o mieście. Brylują między nimi ważne w lokalnej społeczności persony. Opowiadają oni o swoim szczęśliwym życiu w przyjaznym miejscu, obowiązujących tu wartościach i jednomyślności, podobnych do siebie mieszkańców. Przedstawiana przez nich narracja to specyficzna mieszanka nowomowy, sloganów reklamowych i haseł propagandowych. Odmieniają oni przez wszystkie przypadki wyrazy: wspólnota, jedność, siła, rozwój. Słowa nie są tu jednak nośnikami znaczeń i sensów. Ich głównym celem jest utwierdzanie dobrego samopoczucia zgromadzonych, przekonywanie przekonanych. Widz jednak szybko orientuje się, że coś jest nie tak, że za dużo tu zachwytów, poprawności, entuzjazmu, a same wypowiedzi stają się przerysowane i komiczne. Jest to jedynie próba zagadania rzeczywistości, odwrócenia uwagi od problemów ukrytych pod reprezentacyjnymi uśmiechami lokalnych sław.
    Ta sztucznie wytworzona rzeczywistość szybko rozpada się, a starannie tworzony wizerunek miasta traci na wiarygodności. Kolejne postacie naruszają oficjalną narrację. Ich historie to opowieści o braku tolerancji, strachu oraz odkrywaniu nowych przestrzeni i tajemnic w znanym im mieście. Osobą, która jako pierwsza na scenie zaczyna zadawać niewygodne pytania jest Poszukiwacz Żydów. Pyta on o nieobecność tej społeczności w pamięci miasta, a następnie coraz bardziej wgłębia się w jego historię i za pomocą zebranych pamiątek – dokumentów, macew, materiałów historycznych próbuje zbudować nową opowieść. W spektaklu pojawiają się także gwiazdor tworzący patriotyczne piosenki w rytmie disco polo; członek skrajnie prawicowej grupy „Honor. Krew. I jeszcze raz honor” grający w musicalu „Skrzypek na dachu” Żyda. Jest tu również kobieta, która zastraszana musi opuścić miasto wraz z mężem Hindusem, nauczycielka niszcząca faszystowskie grafitti, gej organizujący festiwal filmowy. Ważną rolę pełnią tam również miejsca i przedmioty, będące także ważnymi światkami i podmiotami wydarzeń. Wszyscy zgromadzeni zostają na scenie po to, by raz po raz podważać narzucaną we wcześniejszej scenie opowieść.
    Spektakl „Biała siła, czarna pamięć” nie jest wielkim wydarzeniem pod względem artystycznym. Nie zaskakuje nowatorstwem, nie błyszczy się, nie uwodzi, nie kokietuje. Nie musi jednak tego robić. Jego siła i moc oddziaływania leży w tym, że jego forma jest prosta, a przekaz wyraźny. Zaprezentowana na scenie wersja rzeczywistości ma zmuszać widzów do reakcji, a także samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania natury społecznej, które mogą stać się niezwykle osobiste: na ile to co widzę jest prawdziwe, co dzieje się w moim najbliższym otoczeniu, jakie jest miasto, w którym żyję, jak wpływa na mnie, jak ja wpływam na nie. W ten sposób spektakl nie tylko prowokuje publiczność, lecz także pobudza do dyskusji, a co najważniejsze jest impulsem do działania także poza obszarem sceny.

Katarzyna Niedurny
   
Piotr Rowicki BIAŁA SIŁA, CZARNA PAMIĘĆ na podstawie: BIAŁYSTOK: BIAŁA SIŁA, CZARNA PAMIĘĆ Marcina Kąckiego. Reżyseria i opracowanie muzyczne: Piotr Ratajczak, scenografia i kostiumy: Matylda Kotlińska, ruch sceniczny: Arkadiusz Buszko, konsultacje autorskie: Marcin Kącki. Prapremiera w Teatrze Dramatycznym im. Węgierki w Białymstoku 16 kwietnia 2016