archiwum

Niech mnie ktoś zobaczy!

recenzja spektaklu Mała mysz i słoń do pary

Robienie teatru dla dzieci wymaga od twórców nie lada wysiłku, zupełnie innego niż praca nad spektaklem dla dorosłych. Trudno bowiem zrekonstruować własne wspomnienia o dziecięcej wrażliwości, a także nie wpaść w pułapkę stereotypów na temat sposobu, w jaki dzieci odbierają rzeczywistość. Jak pokazuje opolski spektakl „Mała mysz i słoń do pary” wyjściem z sytuacji jest opowiedzenie dzieciom historii w taki sposób, żeby również dorosłym wydawała się ciekawa i wciągająca, a realizatorom sprawiała przyjemność.     
Mysz ma obsesję na punkcie swojego rozmiaru i za wszelką cenę chciałaby być większa, żeby raz na zawsze pozbyć się wrażenia, że przyjaciele jej nie dostrzegają. Czarę goryczy przelewa Sarna, do której mysz wybrała się z imieninowym ciastem, a która nie zauważyła jej na progu i zabrała prezent, zamykając drzwi przed przyjaciółką. Mysz poznaje Słonia, który proponuje, by wybrać się w głąb lasu do trzech mądrych sów (które okazują się trzema modrymi sowami, a na drogowskazie była literówka) po poradę, w jaki sposób mysz mogłaby być większa. Wspólna podróż przez las sprawia, że Słoń i Mysz zaprzyjaźniają się, jednak kompleks mniejszości w pewnym momencie sprawia, że Mysz postanawia odejść od przyjaciela i zbliżyć do zwierząt w swoim rozmiarze. Próbuje nawiązać relację z mrówkami, które jednak nie są zainteresowane znajomością, a do tego zajęte wspólną pracą. W końcu Mysz spotyka ślimaka, który uświadamia jej, że nie rozmiar ma znaczenie w przyjaźni, a jej obsesja na punkcie rozmiaru sprawiła, że to ona nie zauważała innych wokół siebie. I nie wie, z jakimi problemami jej przyjaciele borykają się na co dzień.
    Błyskotliwy tekst Marty Guśniowskiej został zrealizowany przez Agatę Kucińską. Reżyserka brawurowo rozgrywa elementy historii adresowane do dzieci, ale też nie rezygnuje z komunikatów, które odczytują tylko dorośli, dzięki czemu spektakl jest świetną rozrywką dla wszystkich. Scenografia ogranicza się do miękkiej, włochatej wykładziny, imitującej leśny mech i do stojącego na środku pnia drzewa, który pełni również rolę drzwi wejściowych do domu Sarny. W dwóch scenach pojawia się zwykła folia malarska. Spuszczona z sufitu do ziemi, odpowiednio poruszana i podświetlona wygląda jak ściana deszczu. W innej scenie rozciągnięta między ścianami, wygląda jak rwąca rzeka, w której pływa bóbr, próbujący zbudować tamę i ochronić las przed powodzią. Te proste rozwiązania zostają użyte w sposób dowcipny i bezpretensjonalny, a dzieci mają szansę zobaczyć, w jaki sposób, prostymi środkami, można w teatrze kreować iluzję. Również lalki i kostiumy odsłaniają teatralność opowieści i uruchamiają wyobraźnię – mysz, sroka czy bóbr czy mysz przypominają maskotki, większe zwierzęta z kolei to pluszowe głowy na dłoniach aktorów, animowane jak pacynki (sarna, wilk, łoś – grany przez dwóch aktorów połączonych tułowiem), a słoń ma wielką głową z ogromnymi oczami.
    Nie byłoby jednak sukcesu opolskiego spektaklu gdyby nie aktorzy, którzy wydobywają z postaci paletę emocji, unikają rysowania grubą kreską, są dowcipni i cały czas sprawiają wrażenie, jakby wspólnie bycie na scenie i wcielanie się w bohaterów spektaklu sprawiało im przyjemność. W ślad za tekstem Guśniowskiej, która mistrzowsko przypisuje cechy charakteru do konkretnego zwierzęcia, aktorzy niemal z każdej sceny robią mały show - znerwicowana mysz (Mariola Ordak-Świątkiewicz), zagubiony, niepewny i zakochany w Sarnie Łoś (brawurowy Łukasz Bugowski i towarzyszący mu Zygmunt Babiak), nieporadny Słoń (Andrzej Szymański), flegmatyczny, ale i refleksyjny ślimak (Tomasz Szczygielski), zalotna, rozsądna Sarna (Agnieszka Zyskowska-Biskup) i walcząca z kleptomanią Sroka (Dorota Nowak). Są zabawni, ale i dramatyczni, kiedy któraś z postaci ma problem lub jest smutna. Tak prowadzone postaci pozwalają dzieciom łatwiej rozpoznawać ich charakter i śledzić rozwój akcji, również dlatego, że Guśniowska odwołuje się do znanych powiedzeń czy przekonań – na imieninach Sarny Słoń jest zestresowany, ponieważ co chwilę tłucze jakąś filiżankę, a Sroka przynosi w prezencie naszyjnik, który wcześniej porwała z jej domu.
    Kucińska również dba o logiczne i precyzyjne prowadzenie wątków tak, by nie rozpraszać uwagi widza, a jednocześnie co chwilę zaskakiwać pojawianiem się kolejnych postaci i rozwiązaniami scenicznymi. Dzięki temu nie gubi się też ważne i wzruszające w swej prostocie przesłanie spektaklu, że nadmierne koncentrowanie się na swoich kompleksach i słabościach nie pozwala dostrzec wartościowych przyjaciół i szczęścia wokół siebie. Że trzeba lubić siebie i swoje życie. 

Marta Bryś

Marta Guśniowska MAŁA MYSZ I SŁOŃ DO PARY. Reżyseria: Agata Kucińska, scenografia: Anna Chadaj, muzyka: Maja Kleszcz i Wojciech Krzak. Prapremiera w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora 17 września 2016