23. edycja (2016/2017)

Polska ze styropianu

recenzja spektaklu Hymn narodowy

Wydawałoby się, że o współczesnej polskiej rzeczywistości nie da się już mówić bez stereotypów i banałów, które na co dzień pojawiają się w retoryce wszystkich stron konfliktu politycznego. Wojcieszkowi udało się uniknąć tej pułapki z dwóch powodów – po pierwsze dlatego, że jego spektakle i filmy zawsze osadzone były w polskim, przaśnym pejzażu społecznym, a ważną rolę odgrywały w nich pochodzenie ekonomiczne i społeczne postaci, co w „Hymnie narodowym” wybrzmiewa w sposób naturalny, jako jedna z istotnych przyczyn obecnego konfliktu. Po drugie zaś Wojcieszek bardzo poważnie potraktował teatr jako medium, za pomocą którego można nie tylko opisywać rzeczywistość, ale wyrażać swoje poglądy wprost i z pełnym zaangażowaniem. Bez ukrywania się za metaforami, które pozwoliłyby twórcom i widzom przyglądać się rzeczywistości z bezpiecznego dystansu.
 Strażak Zbigniew (Bogdan Grzeszczak) jest byłym działaczem Solidarności po pięćdziesiątce, który kiedyś pracował w przemyśle włókniarskim. Marzy głównie o spokoju, piciu wódki i nocy ze swoją dwudziestoletnią znajomą Alicją (Emilia Piech). Niespodziewanie Zbigniew okazuje się atrakcyjny dla zwalczających się obozów politycznych – członkowie „grupy lewicowej” i „prawicowej” nachodzą go w domu, próbując przekonać (lub przekupić), by stał się twarzą ich partii, poprowadził do władzy, a przede wszystkim zaktywizował masy do działania, jak wtedy, gdy organizował strajki. Zagubiony w bieżącej sytuacji politycznej mężczyzna nie chce stawać po żadnej stronie, nie wierzy ani w szczerość intencji obu grup ani w możliwość naprawienia sytuacji w kraju. Wątek Zbigniewa przeplatany jest scenami konfrontacji dwóch grup, które głównie obrzucają się inwektywami i wzajemnie sobie wygrażają stojąc na metalowych rusztowaniach na przeciwległych krańcach sceny. Na koniec dochodzi między nimi do bójki, w której przywódca prawicowy zostaje przypadkowo dźgnięty nożem, który jeden z jego oponentów nosił na manifestacje na wypadek koniecznej samoobrony.
Historii Zbigniewa towarzyszy również narracja sennych koszmarów – monologi postaci-upiorów wychodzących w półmroku spod ziemi. Wojcieszek rysuje postaci grubą kreską, wyolbrzymia cechy charakteru czy sytuacje, w których widz z łatwością może rozpoznać polityków: Krystynę Pawłowicz (Małgorzata Urbańska), Antoniego Macierewicza, Jarosława Kaczyńskiego (w obu rolach Paweł Palcat), Pawła Kukiza (Ewa Galusińska) czy Andrzeja Dudę (Ewa Galusińska). W tych scenach Wojcieszek pozwala sobie na prowokacyjną satyrę i obśmiewa kolejne postaci: Pawłowicz jest opętana słowem „pedały”, a przy okazji przygrywa na gitarze piosenki oazowe i zachęca widownię, by przyłączyła się do śpiewana refrenu, Duda w tajemnicy chwali się widzom odkryciem „trójpisu” – długopisu, który stawia trzy podpisy za jednym razem, diaboliczny mężczyzna onanizuje się do samolotowych komend „pull up” i „terrain ahead”, kolejny ma obsesję podsłuchów i chce jak najszybciej zmienić ordynację wyborczą, a najlepiej od razu ustrój Polski. Zdecydowanie najmocniej wybrzmiewa finałowy monolog Kaczyńskiego (wychodzącego z dużego, czarnego worka), który oznajmia, że nienawiść (jego własna, ale i ta kierowana pod jego adresem) to jedyna energia napędzająca go do działania, dlatego nie cofnie się przed niczym, a swoim przeciwnikom cynicznie doradza zakup mocnych butów, bo powodów do protestu będzie jeszcze więcej. Wojcieszek balansuje między humorem i ironią, co chwilę jednak wplata w monologi ton serio, który, w kontekście chwilami absurdalnych i kuriozalnych wypowiedzi sennych zjaw, brzmi przerażająco i wytrąca widza z wygodnej pozycji aprobaty poglądów reżysera. W ten sposób Wojcieszek nie formułuje wyłącznie niezobowiązującej krytyki, ale ujawnia w narracji spektaklu również własną pozycję (jako artysty i obywatela), która opiera się na lęku i wściekłości na społeczne przyzwolenie na eskalację konfliktu i zgodę na jawną arogancję władzy.
 Na początku scena jest wyłożona styropianowymi płytami, z czasem jednak przydają się one do zbudowania symbolicznego muru, który odgrodziłby Polskę od innych krajów, zaimprowizowania mieszkania Zbigniewa (jako ściany i meble), a w końcu do wzajemnego okładania się w bójce przez lewicowców i prawicowców. Małgorzata Bulanda stworzyła scenografię, która budzi nie tylko oczywiste skojarzenia ze strajkami Solidarności i związkowcami śpiącymi na styropianach, ale daje się również wykorzystywać w licznych teatralnych metaforach. Dzięki temu polityczność „Hymnu narodowego” zyskuje również atrakcyjną i błyskotliwą formę teatralną. Legniccy aktorzy po raz kolejni udowadniają, że potrafią odczytywać aluzje i subtelności, jakie Wojcieszek zapisuje w swoich tekstach i unikają schematów w kreowaniu swoich postaci. Poruszający Zbigniew w wykonaniu Bogdana Grzeszczaka jest szczery, a chwilami rozbrajający w swojej naiwności i dobroci, Małgorzata Urbańska w roli Pawłowicz nie cofa się przed przesadną ekspresją chwilami na granicy zażenowania, z kolei Paweł Palcat w roli Kaczyńskiego imponująco unika łatwego cynizmu i, za Wojcieszkiem, powtarza niepokojący i zimny polityczny statement.
 Wojcieszek wskazuje pęknięcia w dyskursie publicznym, których po 1989 nikt nie widział lub nie chciał dostrzec, jak na przykład rozpad mitu Solidarności i kroczącą za nim niesprawiedliwość ekonomiczną i frustrację, którą rozgrywa obecna władza. Widać to w scenie, gdy prawa i lewa strona namawiają Zbigniewa do przyłączenia się do nich – młodzi działacze wymieniają miejscowości, w których przemawiał i wspominają swoich rodziców, dla których był on nadzieją na odzyskanie godności i sprawiedliwości. Był „drugim Wałęsą”. Wspólne dziedzictwo i pochodzenie już nie łączy kolejnego pokolenia, ale wzbudza wzajemną nienawiść i agresję. Wojcieszek pokazuje też społeczeństwo, które odcięło się od własnego doświadczenia, powtarza puste frazesy i jest głuche na kontrargumenty. Od początku spektaklu na widowni w pierwszym rzędzie siedzą Anita Poddębniak (Irena) i Paweł Wolak (Marian) i oglądają przedstawienie. W pewnym momencie Zbigniew zwraca się do Mariana z prośbą, by wyjaśnił mu o co chodzi w programie „500+”. Mężczyzna wygłasza monolog pełen absurdalnych wyliczeń ilości dzieci i odpowiedniej różnicy wieku między nimi, co pozwoliłoby maksymalnie wydłużyć okres pobierania świadczenia i gładko przechodzi do tematu współpracy Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa, która zaplanowała upadek komunizmu. Marian jest tak zaślepiony, że nie zwraca uwagi na Irenę krzyczącą do niego „Ale ja pamiętam te strajki za komuny, pamiętam Wałęsę i tam nie było żadnych Rosjan. Nikt nam nie mówił, co mamy robić”.
Niewątpliwie siłą spektaklu Wojcieszka jest próba wyjścia poza schematy i przeniesienie akcentów na inne pola napięcia, niż te, które politycy uwypuklają w skandowanych hasłach na marszach czy studiach telewizyjnych. Trzeba podkreślić, że tak otwarta polityczna krytyka i próba diagnozy przyczyn rozpadu więzi społecznych pozostaje obecnie na polskiej mapie artystycznej ekscesem. Tym bardziej godnym uwagi i aplauzu.

Marta Bryś
Przemysław Wojcieszek HYMN NARODOWY. Reżyseria: Przemysław Wojcieszek, współpraca autorska Emilia Piech, scenografia; Małgorzata Bulanda, muzyka: Filip Zawada, światła: Zofia Goraj. Premiera w Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy 2 kwietnia 2016.