24. edycja (2017/18)

Nie przestrasz jej

recenzja spektaklu Pamięć Rutki

Siedzą i plują na samochody. Na scenie stoi nieokreślony prostopadłościan przesłonięty płótnem pełniącym rolę ekranu. Ekran pokazuje dziki ruch pojazdów, niczym na autostradzie. Oni siedzą nad tym potokiem – może na daszku jakiejś budy, a może na wiadukcie. Plują i złorzeczą. A jedźcie sobie jedźcie, my tu bez was świetnie sobie poradzimy. A jedźcie sobie jedźcie, my tu spleśniejemy. Wbrew pozorom to tak samo brzmi i tak samo znaczy. „Więc jakieś życie świta przed wami – mówi nagle jeden. – dalej! Łapcie je! Pędźcie za nim! Biegiem! Biegiem!” Skąd młody żul z dachu zna kawałek monologu Leara ze sceny obłędu? I gdzie posiadł kunszt ironii? Bo zgrabnie odwraca sens westchnienia umierającego władcy. „Biegiem! Biegiem! Palcie gumy za nim, przegrywy, szczury…” W tytule widowiska z Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie stoi „Pamięć Rutki”; Rutka jest postacią historyczną. Ale to nie będzie o Rutce. Tylko o nich. Tych z dachu. Z podwórka, z jakiejś miejscowej szkoły… Rutka Laskier miała czternaście lat, gdy ją wywieziono do Oświęcimia. Ostatni rok przed śmiercią prowadziła dziennik. Podlotkowy, dziewczyński, szczery. Przetrwał w skrytce pod schodami będzińskiego mieszkania wojnę i parę dziesięcioleci po wojnie. Opublikowano go dopiero na początku tego wieku, zresztą w Izraelu. Zrobił się szum w lokalnej prasie, mała sensacja, poszedł też, a co tam, donosik do prokuratury, czy przypadkiem „zabytku” nie wywieziono z Będzina nielegalnie. Twórcy spektaklu zakładają, że młodzi, którzy przyjdą na przedstawienie, muszą coś wiedzieć skądinąd – choć trochę – kim była rówieśna im bohaterka. Inaczej niewiele pojmą. Choć może wcale nie, może do tego, co teatr chce przekazać, żadna encyklopedyczna (wikipedyczna) wiedza właśnie nie jest potrzebna? Jedna z dziewczyn, która była wśród plujących, przyobleka się w historyczną skromną sukienkę w kwiaty, jaką mogła nosić nastoletnia będzińska Żydówka siedemdziesiąt lat temu. Aliści trwa to wystarczająco krótką chwilę, żeby wybić z głów widzów nawet ślad podejrzenia, że tu będzie uprawiana jakakolwiek rekonstrukcja historyczna. Żadne takie. Ci, którzy są rzeczywistymi bohaterami tego spektaklu, ci znad szosy, już wiedzą: historia to spektakl. Odgrywanie przeszłości na potrzeby teraźniejszości. Wszędzie: od szczytów władzy w telewizyjnym przekazie, po szkolny performans. Więc przykładają do historii należną jej miarę. Do jej bohaterów (i bohaterek) także. „Nie przestrasz jej” mówią chórem, jakby radzili któremuś z kolegów, jak postępować z koleżanką namawianą do występu w przedstawieniu. „Powiedz jej, że to gra”. „Powiedz jej że to potrwa godzinę”. „Powiedz jej że dostanie brawa”. Dotąd wszystko się zgadza. „Powiedz jej że będą płakać z jej powodu. Z powodu jej śmierci”. Kogo właściwie namawiają? Aktorkę, która ma zagrać Rutkę, czy… Przychodzi fotograf, żeby zrobić parę zdjęć. „Będzin musi wiedzieć jak pani wyglądała. I teraz. I wtedy”. Która pani? Rutka Laskier na wyświetlaczach wyobraźni jej dzisiejszych rówieśników nie jest żadną zabiedzoną ofiarą na chwilę przed śmiercią w Auschwitz. Jest osobą żywą, popularną, wydała właśnie pamiętnik, który uzyskał rozgłos. Można ją rwać i ciągnąć do kina (na „Spidermana”, jak by się kto pytał), można ją hejtować („po co ty to wszystko piszesz, dziewczyno, nikt już tego, co piszesz, nie czyta”), można ją złośliwie przepytywać niczym głupią celebrytkę na pokazie („Dlaczego nie pisze pani nowych scen, pani Laskier?”) A nade wszystko można ją, by tak rzec, inkorporować między siebie, we własną rzeczywistość. I zająć się tym, co młodzież ze wszystkich dachów (tudzież ze wszystkich teatrów) interesuje najbardziej: zająć się sobą. Swoim dojrzewającym ciałem, swoją seksualnością, swoimi resentymentami, swoim buntem. Histerycznym krzykiem niezgody na świat. Rutka, bądź co bądź tytułowa bohaterka, rychło staje się tu tylko cieniem z przeszłości wypieraną przez realną, współczesną, wywoływaną prywatnym imieniem aktorkę, Karolinę Gorzkowską (Teatr im. Kochanowskiego w Opolu, tu gościnnie). Pieśń zemsty zamordowanej Żydówki transponuje się bez trudu w protest song przeciw rodzimym naziolom maszerującym przez polskie miasta. W zaczepkę wobec ministra kultury, który dał pieniądze na przedstawienie, a będzie niezadowolony z tego, co młodzież ma do powiedzenia. W ironię wobec miasta Będzin, które zagniewało się na swoją dawną mieszkankę i trzeba je przeprosić…Jestem Rutka LaskierLub Karolina GorzkowskaWiele rzeczy mnie wkurwiaNajbardziej wkurwia mnie PolskaWiem to nie oryginalneWiem to może zbyt prosteŻe chciałabym zobaczyćBez faszystów tę PolskęDruga rzeczpospolitaTo był jednak koszmarTrzecia rzeczpospolitaTeż nie była zbyt dobraMiało być ładnie-pięknieByło jak zwykle jak zwykleTeraz to jest masakraLepiej chyba jest w piekleTo jest ostatnia piosenkaWięcej piosenek nie będzie Zepsułam swoją maszynęPrzepraszam miasto BędzinNaiwność? Dziecinada? Jeszcze jakie! Ale co z tego? Michał Kmiecik, autor, Justyna Łagowska, reżyserka i scenografka wraz z całą ekipą Teatru Dzieci Zagłębia postanowili wciągnąć czternastolatkę z 1943 między czternastolatków z 2017 roku, najwyraźniej przyjmując do wiadomości ich wiek i prawidła tego wieku z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z całą buntowniczością, z niechęcią do patosu i dydaktycznego smrodku. Czy skrzywdzili Rutkę Laskier? Nie sądzę. Zamiast portretu trumiennego dali jej nowe życie wśród rówieśników. Zamiast trenu – miejsce wśród plujących na samochody i wkurwionych na tę swoją perspektywę życiową, jedyne realne miejsce do objęcia w mieście Będzin. Możemy sobie my, stare wuje, pobłażliwie wyrzekać na infantylizm tych emocji; na przedstawieniu, które widziałem, spędzona o 10 rano ze szkoły gimbaza przesiedziała spektakl w ciszy jak makiem zasiał i kupiła go mocnymi oklaskami. Jako swój.


Jacek Sieradzki