24. edycja (2017/18)

(anty)Biografia

recenzja spektaklu Wiera Gran

Oparty na tekście Weroniki Murek spektakl Jędrzeja Piaskowskiego, na pierwszy rzut stanowi odrzucającą wszelkie roszczenia poznawcze widzów antybiografię. Świadomie zacierające ślady, trawestujące przeżycia, zniekształcające fakty przedstawienie Teatru Żydowskiego stanowi raczej, dzięki efektownej, przypominającej nieco telewizyjne studio scenografii Aleksandra Prowalińskiego, z rozmachem zainscenizowaną, błyskotliwą i dowcipną teatralną fantazję na temat rozpalającej wyobraźnie gwiazdy europejskiej estrady.
Krótki spektakl Piaskowskiego właściwie w całości rozgrywa się w świecie wyobrażonym. Stanowi projekcję fantazji twórców na temat tytułowej bohaterki - divy, kobiety wyzwolonej, a jednocześnie pełnej sprzeczności, podziwianej i nienawidzonej. Aktorzy, odgrywając kolejne wcielenia, czy może raczej wyobrażenia o Gran, zakorzenione gdzieś w naszej wyobraźni zbiorowej tworzą jeden spójny organizm, polifoniczny chór. Stawiają pytania, na które nie ma właściwie żadnej odpowiedzi, czy może raczej, każda odpowiedź jest właściwa. Bo przewodnią myśl warszawskiego spektaklu stanowi przekonanie, że do żadnej obiektywnej prawdy o czasie minionym, o dawnych grzechach i zasługach właściwie nie mamy dziś dostępu. Pozostają nam więc wyłącznie wyobrażenia. A jednak barwny świat rewii, w którym po wojnie królowała Dwojra Grynberg, polska Żydówka, dociera na scenę odbity zniekształcony w strzępach i fragmentach. Choćby za sprawą oryginalnych, nieco abstrakcyjnych kostiumów projektu Atelier 1683, w których monochromatyczną czerń przełamują lśniące, pełne cekinów i piór iście campowe dodatki, a także dowcipnej inspirowanej burleską choreografii Katarzyny Sikory. 
Najważniejsza jednak jest w tym spektaklu, podobnie jak w życiu Wiery, muzyka. Dobrze znane przeboje Gran, w znakomitych, nieoczywistych, chwilami szorstkich aranżacjach braci Lisów oraz Bartosza Ignora, z płaskich, choć zgrabnych i wpadających w ucho szlagierów, stają się zapisem autentycznie bolesnych przeżyć artystki. Jak gorzkie, przejmujące "Nie dręcz" z finału przedstawienia. Jest jeszcze, intrygujący, choć niełatwy tekst Weroniki Murek. Z powracającym jak refren obrazem upalnej Warszawy, rozgrzanej słońcem i ogniem powstańczej pożogi. Trudno o lepszą biografię Wiery Gran, artystki ze spalonego miasta.