24. edycja (2017/18)

Zabawa w biedę

recenzja spektaklu Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

Głośny dramat Doroty Masłowskiej "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" jest, mimo wielkiej wesołości, jaką wzbudzają perypetie dwójki tytułowych bohaterów, utworem przejmująco smutnym, wręcz tragicznym. Chyba najbardziej przejmującym, ze wszystkich, zawsze śmieszno-gorzkich tekstów autorki "Wojny Polsko Ruskiej".

Ten dojmujący smutek wynika przede wszystkim z ponurej konstatacji, że choć wiemy, że to z czego się śmiejemy, cała ta dziwna, perwersyjna zabawa dla Dżiny jest właściwie innym wariantem jej własnej koszmarnej rzeczywistości, to jednak jako widzowie bawimy się tą sytuacją tak jak Parcha. I tym właśnie tropem podążają twórcy słupskiej inscenizacji. To co dla zblazowanego telewizyjnego gwiazdora jest przede wszystkim sposobem na walkę z nudą, dla zamieszkującej z matką i synem na siedemnastu metrach kwadratowych Dżiny jest zawsze skazaną na porażkę, próbą ucieczki przed codziennością.

Scenografia Marcina Chlandy jest rodzajem abstrakcyjnej gry z wyobraźnią widza. Bohaterowie przemierzają przypominający galerię sztuki, czy może raczej plan filmowy świat, wypełniony tandetnymi totemami - ikonami zbiorowej wyobraźni współczesnych Polaków. Na przypominających muzealne gabloty postumentach tkwią figury świętych, Matka Boska, ogrodowe krasnale i wypchane leśne zwierzęta, zaś bohaterów ubiera Chlanda w kostiumy góralskie, dresiarskie, albo też ostentacyjnie nowobogackie, w stylu nieśmiertelnej, serialowej Dynastii. Właśnie taką Polskę przemierzają znudzony celebryta, z ustami pełnymi zaczerpniętych wprost z kolorowych pisemek mądrości o poczuciu własnej wartości i samorealizacji oraz uciekająca przed byle jakim życiem, rozgoryczona młoda dziewczyna - znakomici Wojciech Marcinkowski i Monika Janik. Smakowite kreacje tworzą także bohaterowie drugiego planu: Marta Turkowska jako doskonale obojętna na uroki serialowego Księdza Grzegorza Bufetowa oraz Igor Chmielnik jako dumny, choć zastraszony kierowca Seicento.

Ta pełna siarczystych bluzgów, bezlitośnie przenikliwych obserwacji i czarnego humoru opowieść kończy się przejmującą sceną samobójstwa Dżiny. Banalnego, jakby od niechcenia, byle jakiego, jak całe jej życie.