archiwum

Wet za wet

recenzja spektaklu Ikebana

Sprawa Elżbiety M., „dusicielki z Tarnowa”, jak nazwały ją media, była znana w całej Polsce. Elżbieta uciekając od męża alkoholika przyjechała do Tarnowa w 1998 roku. Tutaj miała zacząć nowe życie, niestety krótko po przeprowadzce jej syn został uduszony przez bezdomnego narkomana. Elżbieta nie mogła pogodzić się z tą stratą, miewała ataki histerii, stopniowo wpadała w obłęd. Miesiąc po tragedii śmiertelnie pobiła kobietę, z którą rywalizowała o względy mężczyzny, a jej ciało podpaliła w windzie okolicznego bloku. Została skazana na jedenaście lat więzienia, na wolność wyszła po sześciu. Popełniła jednak kolejną zbrodnię dusząc ośmioletnią dziewczynkę. Jej zwłoki włożyła do dziecięcego wózka i woziła po Tarnowie.

Tekst Marcina Skóry, który w tarnowskim teatrze Solskiego, wystawili Bohdan Graczyk i Dariusz Starczewski, choć nawiązuje do tej historii, znacząco ją poszerza i komplikuje. Szczegółowa opowieść o życiu Ewy Nowickiej (tak w spektaklu nazywa się bohaterka) prowadzona jest z wnętrza więziennej celi. W scenografii zaznaczono to przez umieszczenie na scenie ciężkiego, metalowego łóżka, prostego taboretu i zniszczonej nocnej szafki. Na podłodze leży jeszcze kilka przedmiotów oznaczonych numerowanymi tabliczkami, dokładnie takimi, jakich używa policja do zabezpieczenia dowodów na miejscu przestępstwa. Choć początkowo wydaje się, że będą to ślady tego przestępstwa, za które do więzienia trafiła główna bohaterka, szybko okazuje się, że spektakl nie opowiada tylko o jednej zbrodni.

Nowicka okazuje się natomiast przede wszystkim wielokrotną ofiarą przemocy. Słuchając monodramu Matyldy Baczyńskiej, dowiadujemy się, że bohaterka była w dzieciństwie bita i maltretowana przez ojca alkoholika, dręczona przez nieznoszącego sprzeciwu męża, czy prześladowana przez odrzuconego kochanka. Pomimo nielicznych chwil szczęścia i spełnienia, jej opowieść nieustannie krąży wokół spirali okrucieństw zadawanych jej przez mężczyzn. Kobieta uzupełnia ją o kolejne, coraz bardziej brutalne szczegóły: doprowadzenie matki do samobójstwa, zaszlachtowanie jej ukochanego psa, wysłanie do poprawczaka, spalenie należącej do niej kwiaciarni, w końcu zabójstwo jej jedynej córki. Za ten ostatni akt Nowicka wzięła odwet. Jej córeczkę Anię udusił tarnowski policjant Sylwester Sakłak, po tym jak ona odrzuciła jego miłosne awanse i próbowała ostatecznie uwolnić się od jego wpływu. Wcześniej Sakłak wielokrotnie ją nagabywał, prześladował, próbował zgwałcić. Prawdę znała jednak tylko ona i Elwira, poznana w poprawczaku, wieloletnia partnerka Ewy. W zabójstwo policjant bez trudu wrobił bezdomnego narkomana. W czasie śledztwa nikt nie chciał słuchać argumentów Nowickiej. Sama wymierzyła więc sprawiedliwość, dusząc jedyną córkę Sakłaka Madzię.

                W spektaklu nie chodzi jednak o proste usprawiedliwianie jednej przemocy kolejną. Twórcy nie zamierzają się także nad Nowicką litować. W tekście Skóry wątek obłędu ograniczony został do minimum i raczej przemieniony w żałobną elegię do wszystkich bliskich, którzy siłą zostali jej odebrani. Świetna Matylda Baczyńska rysuje postać Nowickiej wielopłaszczyznowo, ale szczególnie podkreśla racjonalizm bohaterki, jej siłę, konsekwencję, determinację. Każda kolejna krzywda wzmacnia w Ewie poczucie niezgody na tak urządzony świat i przekonanie, że nie może wobec przemocy, jaka ją spotyka pozostawać bierna. W tej perspektywie jej finalny czyn wydaje się być zdeterminowany logiką zemsty, którą ona świadomie wybrała. Oprawca powinien cierpieć tak, jak ona cierpi.

Widz po tym spektaklu pozostaje więc w moralnym klinczu. Nowicka popełniła zbrodnię, której nie da się zaakceptować, sama wciągnęła w spiralę przemocy kolejną niewinną dziewczynkę. Jednocześnie przedstawiony jest cały szereg zbrodni popełnionych na Nowickiej. Nie ma między nimi równowagi, ale jedna przemoc jest doskonale widzialna i wzbudza powszechne oburzenie, od drugiej społeczeństwo najczęściej odwraca wzrok. Tym bardziej, że Nowicka przeciwstawia się tradycyjnym kulturowym narracjom. Naprawdę szczęśliwa jest nie z mężem, a ze swoją prawdziwą miłością – Elwirą, z którą wychowuje córkę. Konserwatywnemu społeczeństwu tym łatwiej przychodzi więc wydanie na nią wyroku: „Ewa… ZŁA… przecież tak o mnie mówicie. Słowa ZŁA odmieniacie dla mnie na wszystkie możliwe sposoby. Zła dla Córki. Zła dla Ojca. Zła dla Męża. Zła dla Kochanka. Zła dla wymiaru sprawiedliwości. Zła dla ludzi. Zła dla otoczenia. Zła dla dobra. Zła jeszcze bardziej od ZŁA. Zła dla wszystkiego. Zła czyli ja! Ewa NOWICKA! Kurwą i szmatą też mnie nazywaliście. Pierdoloną lesbą, też to słyszałam”.

Spektakl z chirurgiczną precyzją odsłania to, co może kryć się pod tego rodzaju kobiecymi zbrodniami. Dobitnie uświadamia i przypomina, że te aspołeczne, zbrodnicze ekscesy często są formą protestu wobec tak skonstruowanych norm, że dopuszczają one jedną formę przemocy a piętnują inną. Innymi słowy „Ikebana” pokazuje, że do „spektakularnych” zbrodni popełnianych przez kobiety prowadzą długotrwałe zbrodnie popełniane na kobietach. Mówienie o tym ma tym większą wagę w czasach, gdy wprost i masowo ujawniana przez kobiety przemoc potrafi ciągle być jeszcze publicznie bagatelizowana i jakże często odsyłana w rejony przesady, histerii czy przewrażliwienia.

Jakub Papuczys

 

Marcin Skóra IKEBANA. Reżyseria: Bohdan Graczyk, Dariusz Starczewski, scenografia i kostiumy: Justyna Banasiak, muzyka: Hey. Premiera w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie 28 kwietnia 2017